Dziennik
Dzień 8 - Zwiedzanie Whistler
"Jedzą, piją, lulki palą. Tańce, hulanka, swawola. Ledwie karczmy nie rozwalą. Cha cha, chi.... Cmoknął, cmok i gdańskiej wódki. Wytoczył ze łba pół beczki." - trochę zdezorientowany obudziłem się w nowym miejscu. Pan Janusz z żoną, wspaniała rodzina, zrobili śniadanie. Palce lizać! Ciężko było mi się rano ruszać, musiałem solidnie rozgrzać wszystkie mięśnie bo trochę przez noc "zesztywniały", na ten dzień zaplanowałem odpoczynek. Trzeba jednak się zrelaksować, ale nie za długo. Również trzeba było przejrzeć sprzęt i przygotować się na Góry Skaliste bo tam żartów nie ma.
Od rana do godziny 13 pracowałem, musiałem przecież zrobić coś z tymi wszystkimi zdjęciami, z dziennikiem, z filmami, wiadomo, że na to potrzeba czasu. Nawet niezła jest z tym zabawa! Takie wspominanie drogi!
Na popołudnie zaplanowaliśmy coś ekstra - wizytę w Whistler! Wow, zawsze chciałem tam pojechać, w końcu to miasto olimpijskie. Dla przypomnienia Vancouver - Whistler były organizatorem Zimowych Igrzysk Olimpijskich w 2010 roku. Jak dla mnie najlepsze! Drogi nie było bardzo dużo, tylko 50km samochodem. A po drodze góry, lasy, doliny, skały, czyli dokładnie to co lubię. Zawsze chciałem zobaczyć tą część Kanady!
Wjechaliśmy do miasta, i powiem Wam, że ma ono ciekawy klimat, ale widać, że jest zrobione pod turystów. Można w nim mieszkać, ale krótkoterminowo, na dłużej po prostu się nudzi. Ale do rzeczy, szybko pojechaliśmy na parking odstawić samochód i trip po mieście. Dookoła stoki narciarskie, ludzie się bawią. Dużo restauracji w mieście, pełno sklepów z biżuterią, po prostu śmierdzi komercją. W sensie przenośnym, po powietrze bardzo czyste!
Małe tournee z tego co pamiętam mam na filmie więc zapraszam!
W drodze powrotnej było jeszcze kilka miejsc wartych uwagi, samo Squamish jest przecież outdoorową stolicą Kanady oraz stolicą orłów - jest tu najwięcej orłów w Kanadzie (może nawet i w Ameryce). Jest tu pełno szlaków, góry dookoła i w wielu miejscach siedzą orły, na gałęziach, na brzegach rzek, ale akurat tego dnia się tak zdarzyło, że nie widzieliśmy ani jednego. Whistler może i jest znane na cały świat, ale to właśnie Squamish mi się bardzo spodobało! Mógłbym mieć tam jedną ze swoich rezydencji, małe miasteczko i góry dookoła, super!
Dzień pełen relaksu i zwiedzania zakończyłem znów pracą, jedna trochę tego jest, a warto dokumentować! I jak zwykle miałem problemy ze snem, dopiero po 2 w nocy się udało...