Dziennik
Dzień 9 - Zwiedzanie Vancouver
Po nocy w domu Pana Janusza w Squamiash standardowo miałem trochę czasu rano aby popracować i jak się później okazało, o 11 jechaliśmy już do Vancouver. Miałem zamieszkać na .....jachcie!! Zostałem zaproszony przez Polski Klub Żeglarski w Vancouver, do którego należą wspomniani Panowie Janusz i Zenon.
Droga do Vancouver byłą rewelacyjna, jest to tzw. Sea-to-Sky highway i zapewnia ona ogrom widoków, i to ciekawych, bo góry wyrastają prosto z oceanu! I tak ze 40km ze Squamish do Horseshoe Bay, jakiejś części Vancouver, takie przedmieścia na północy. Jak dla mnie cały ten dzień był idealny, jak widać jestem we wspaniałym nastroju!
Dotarliśmy do mariny gdzie stał jacht i okazało się, że jest lepszy niż przypuszczałem. Porządny jacht, można wypłynąć daleko w samotny rejs i jest bardzo komfortowo. Na jachcie nigdy jeszcze nie spałem. Był prąd, było swojsko bo polsko, więc było dobrze. Rozpakowałem się, dostałem instrukcje co i jak i pojechaliśmy na zwiedzanie Vancouver.
Góry, wioska olimpijska, downtown, Chinatown, wiszący most linowy i inne ciekawe atrakcje! Dzień był bardzo udany, a to dzięki Panu Zenkowi! Bardzo dziękuję za pokazanie mi całego Vancouver, udało się zobaczyć bardzo dużo w tak krótkim czasie.
Wieczorem pojechaliśmy na jacht, dostałem instrukcje co i jak abym się nie pogubił. I poszedłem spać, naprawdę szybko bo byłem bardzo zmęczony. Ale zadowolony!