Dziennik
Dzień 51 - Wkraczam w wielkie góry
Jak czulibyście się po bardzo krótkiej nocy, gdy dotarliście do miasta ledwo żywi? Dzień zaczął się późno; o 10 zjadłem śniadanie - no weźcie, tylko 2 tosty, muffin i trochę soku pomarańczowego, to za mało!!! Nie mówiłem Wam, ale byłem tak zmęczony i w tak złym humorze, że poprzedniej nocy po północy chciałem przyrządzić liofilizowane jedzenie z torebki - i nie wyszło! Miałem dodać wrzątku i zrobiłem to źle; byłem wściekły, zmusiłem się, by zjeść tę „zupę”, która miała być kurczakiem alfredo...
Na stacji kupiłem 4 butelki powerade i zgrzewkę wody 12x500 ml - droga rzecz! I szedłem drogą nr 1, Trans Canada. To było dobre doświadczenie, dzień nie był taki zły, a droga na początku płaska, miejscami w dół. Ale wiecie, było niemal całkowicie dziko - spodziewałem się tylko 1 ośrodka po drodze!
Miałem dobre tempo, byłem zmotywowany, żeby wrócić do miasta; kierowałem się do Revelstoke. Co więcej mogę powiedzieć - znalazłem stację benzynową, której nie było w Google Maps, ale byłem w kiepskiej sytuacji finansowej... Wiedziałem, że kilka kilometrów dalej powinien być Crazy Creek Resort, i tam zmierzałem, licząc, że pomogą.
Ostatnie kilometry szedłem w ciemności; na szczęście prawie nikt tamtędy nie jechał - no wiecie, to niełatwa droga do jazdy nocą.
Dotarłem do ośrodka; w recepcji wszystko wyjaśniłem i pozwolili mi rozbić namiot, dali dostęp do łazienki dla kamperów. Było miło, ciepło, duże i czyste, a najlepsze, że nikt z tego nie korzystał! Jakieś kampery zimą? Raczej nie. Zgadnijcie, co przyszło mi do głowy. Gdy tylko wszedłem do środka, nie chciałem wychodzić.
Włączyłem ogrzewanie i po kilku minutach było przyjemnie ciepło! Postanowiłem rozbić się w środku, położyłem matę i śpiwór na podłodze - to było lepsze niż spanie na zewnątrz w wilgoci!
Powiem Wam, że gdy już byłem w śpiworze, wiedziałem, że to był dobry pomysł!