8000km Across Canada

Dołącz do wyprawy 8000km Across Canada

Dołącz, śledź, poznawaj!

Dziennik

2015-03-11

Dzień 50 - Maraton z grypą do Sicamous

Po kilku dniach w 2 motelach uznałem, że nie mogę już dłużej zostać w tym miejscu - za drogo i za trudno psychicznie; utknąłem i zmusiłem się, by ruszyć i zrobić postęp w marszu. Czułem się na tyle dobrze, by iść, choć wciąż miałem trochę grypy i nie odzyskałem głosu.

Po małym śniadaniu przygotowałem się i w końcu opuściłem motel; właściciele byli dla mnie bardzo pomocni, dali mi 1 noc gratis i specjalną cenę za pozostałe, dzięki! Nie było łatwo - całkowity koszt grypy był ogromny!

Ruszyłem drogą nr 97; początek był trudny, ale po jakichś 14 km dotarłem do bardzo małej miejscowości, był sklep i restauracja, zrobiłem krótką przerwę. Było zimno, od razu ubrałem się cieplej. Nie wiedziałem, co robić - miałem 28 km do Sicamous, było wczesne popołudnie. Wiedziałem, że po drodze nic nie ma, spodziewałem się, że gdzieś tam się rozbiję...

Cieszyłem się, że moja mapa się myliła i zobaczyłem miejsca takie jak sklep i stacja benzynowa - przynajmniej trochę cywilizacji. Część drogi była niebezpieczna, żadnego pobocza, a szosa pełna ciężarówek!

Robiło się ciemniej, wciąż miałem 14 km i nie wiedziałem, czy dobrze wybrałem, ale szedłem w całkowitej ciemności - oczywiście używając świateł - i miałem kilka sytuacji na tej szalonej, pełnej zakrętów drodze... Tak się cieszyłem, gdy dotarłem do miasta, ograniczenie 50 km/h i trochę świateł.

Ostatnie kilometry były wyjątkowo bolesne - byłem chory i zrobiłem maraton, byłem głodny, ogólnie w kiepskiej formie... Ale przygoda miała się dopiero zacząć...

Około 22 dotarłem do motelu; ponieważ noc była zimna, a ja miałem grypę, nie chciałem ryzykować - to było ostatnie miasto przed wysokimi górami! Po kilku minutach negocjacji dostałem specjalną cenę za noc, więc poszedłem na stację po gotówkę - problemy finansowe, o Booże. Bardzo smutne chwile...

Gdy wróciłem, prawie 23, byłem szczęśliwy, że w końcu mogę iść do pokoju - a przynajmniej miałem taką nadzieję. Właściciel był najgorszą osobą, jaką spotkałem: zażądali 200$ kaucji na wszelki wypadek. No weźcie! Byłem ledwo żywy i postanowiłem pójść gdzie indziej, ale gdzie??? Sprawdziłem 3 inne miejsca; w ostatnim po prostu powiedziałem: „Tu masz 50$ gotówką, pasuje?”.

O północy wszedłem do pokoju; byłem tak szczęśliwy, że dostałem trochę jedzenia - muffiny, banany. Poszedłem spać o 1:30, a na jutro zaplanowałem kolejny trudny dzień - Góry Skaliste miały się zacząć...

Universal Survival
Gmina Nieporęt
Powiat Legionowski
National Geographic Traveler
Brubeck
Polar Sport