Dziennik
Dzień 43 - Spotkanie z fanami
Umieram, ciało nie reaguje, nie ma ochoty na nic, jest mi zimno! Ale musiałem iść - tylko 25 km do Armstrong, w większości po płaskim! Po śniadaniu wyszedłem z domu, bez wózka, więc było łatwiej; umówiliśmy się, że spotkamy się w Armstrong i tam odbiorę cały sprzęt.
Zajęło mi kilka godzin, żeby wyjść z Vernon; ludzie patrzyli na mnie i wiem, że to przez wywiad sprzed kilku dni - świetne uczucie być rozpoznawanym! Wychodząc z miasta, miałem się spotkać z Remigiuszem, znajomym z Facebooka, który jechał gdzieś po BC; dobrze spotkać kogoś w drodze i pogadać po polsku, naprawdę miłe uczucie!
Do Armstrong dotarłem późno; droga była trudna przez moje wolne tempo, robiło się ciemno, a marsz szosą był kiepskim pomysłem, sami wiecie.
W końcu dotarłem do Tim Hortons przy wjeździe do miasteczka, spotkałem się z osobą z Vernon, spakowałem wózek i postanowiłem zatrzymać się w jakimś ciepłym miejscu - grypa mnie wykańczała...
Gdy dotarłem do motelu, wszystko było zamknięte oprócz McDonalda i stacji benzynowej; byłem głodny, więc musiałem coś kupić - na stacji, oczywiście!