Dziennik
Dzień 42 - Doszedłem do Vernon
Zacząłem w miejscu, w którym skończyłem, w Tim Hortons. Szedłem bez wózka, więc było wyjątkowo łatwo - ale za szybko to powiedziałem... Pierwsza część była miła, płaską drogą nad jeziorem, nie Okanagan, ale jakimś innym, chyba Wood Lake. Zrobiłem kilka ładnych zdjęć, zobaczcie!
Nie chciałem iść szosą, postanowiłem pójść opuszczonymi torami - 7-8 km i było ciężko, zajęło mi to sporo czasu, a wiedziałem, że wieczorem będzie trudno; stopy bolały niemiłosiernie!
Do domu dotarłem koło 21, ale w końcu dotarłem do Vernon! Było mi zimno; wiedziałem, że spotkałem kogoś chorego i złapałem wirusa grypy - a to był problem, bo następnego dnia opuszczałem duże miasto i szedłem w stronę małej dziury!
Miałem problem z zaśnięciem...