Dziennik
Dzień 34 - Jellicoe Bed and Breakfast i sok jabłkowy
Ostatnia noc była zimna! Wilgotność była wysoka, więc w namiocie zebrało się trochę wody - niezbyt dobrze dla śpiwora... Gdy przygotowywałem sprzęt do drogi, wydarzyło się coś naprawdę szalonego! Pod remizę podjechały 3 samochody, zatrzymały się i ludzie patrzyli na mnie. Facet z jednego auta otworzył okno i... powiedział: „Cześć Jakub!”.
Byłem absolutnie w szoku! Wyjaśnił mi, że rozmawialiśmy przez telefon i jest z Jellicoe B&B - dzwoniłem tam, żeby zapytać o drogę i uzyskać więcej informacji. I zostałem zaproszony na noc za darmo!!!!
Cieszyłem się, że nie muszę spać kolejnej nocy w namiocie; spakowałem sprzęt, a B&B było tylko 16 km od remizy - pokonałem to w 2,5 h! SUPER! Było w większości płasko, z kilkoma wzniesieniami po drodze, ale nic szczególnego.
Po przyjeździe rozmawialiśmy o mojej wyprawie, jedliśmy kolację, a ja piłem świeży, domowej roboty sok jabłkowy - był naprawdę wyśmienity, w sklepie nigdy nie znajdziesz czegoś takiego!
Wiara w ludzkość przywrócona.