Dziennik
Dzień 29 - Noc na dziko
Czuję się dobrze i jestem gotowy do drogi! Cel? Princeton, zostało tylko 68 km. Plan zakładał 3 dni, ale na wszelki wypadek byłem gotów zrobić to w 2. Wyszedłem z Manning Park, pogoda była ładna: słońce, żadnych chmur, bezwietrznie, żadnych samochodów na szosie - naprawdę dobre warunki do marszu.
Miałem czas nagrać dla Was kilka filmów; 16 km za Manning Park była stacja benzynowa... i tu zaczyna się trudna część. Jestem w górach, więc oczywiste było, że muszę iść pod górę - Sunday Summit, drugi najwyższy punkt na mojej drodze do Princeton, trudny i stromy. Ciężarówki mają tu ogromny problem! Ja też...
Psychicznie byłem naprawdę wykończony. Robiło się ciemno, a ja byłem gdzieś w środku trasy, bez miejsca na namiot - jasne, ciężki moment. Po godzinie marszu w ciemności znalazłem dobre miejsce, ale była to droga ewakuacyjna i istniało ryzyko, że jakiś samochód się tam zatrzyma, więc natychmiast je porzuciłem. GPS pokazał mi, że 50 m przede mną jest droga - wyobraźcie sobie ciemną noc, gdy nic nie widać!
Byłem bezpieczny; za śniegiem był dobry, płaski teren. Zjadłem kolację i od razu poszedłem spać, ale miałem problem z zaśnięciem...