Dziennik
Dzień 40 - Z Peachland do Kelowny
Kolejny piękny dzień, tylko 25 km z Peachland do Kelowny. Kilka dni temu zostałem stąd odebrany i zacząłem dokładnie z tego samego miejsca! Po raz pierwszy szedłem z towarzyszem! Pan Bogdan postanowił iść ze mną; zrobiliśmy tego dnia eksperyment, coś, czego się nie spodziewałem!
Zasada była prosta: nie rozmawiamy ze sobą, nie skupiamy się na otoczeniu, po prostu idziemy. Chodziło o to, by zarejestrować w mózgu, że idziesz nad jeziorem, że widzisz góry, ale o nich nie myślisz! Powiem Wam, że robię tak od wielu dni, ale z kimś to zupełnie co innego!
To była świetna próba - cisza jest niezwykle przydatna; dobrze jest czuć się swobodnie i po prostu iść z drugą osobą.
Do centrum Kelowny dotarliśmy wieczorem; miałem poważne problemy, bo ubrania od Brubecka przemokły przez ciepłą i wilgotną pogodę, a nogi bolały mnie tak, że każdy krok był bolesny... Jakoś dałem radę, ale wieczorem skóra w tym miejscu była czerwono-brązowa, z poważnym otarciem!
Odebrała mnie kolejna polska rodzina - świetne miejsce do życia, Kelowna jest fajna!
Tej nocy piłem piwo i oglądałem hokej; czuję się w 100% Kanadyjczykiem!