Dziennik
Lot do Victorii i pierwsze wrażenia
Jestem naprawdę podekscytowany i przerażony! Za kilka dni przecież będę już szedł 8000km przez Kanadę. Dzień był bardzo męczący i pełny pracy. Jestem bardzo zmęczony po długiej bezsennej nocy pełnej pracy oraz emaili. Nawet nie spałem, ale kto by zasnął? Poranek był stresujący i w biegu, niby nie spałem, ale z łóżka wstałem o 9:00 czyli miałem niewiele czasu przed lotem! Musiałem załatwić ostatnie rzeczy na poczcie, pozaliczać różne sklepy, posprzątać pokój i porozmawiać z przyjaciółką z Bułgarii! (Jeżeli to czytasz to dziękuję za motywację!!). Naprawdę, brak czasu na cokolwiek. Stres. Bieg. O 11:30 byłem na lotnisku, o dziwo nie było ludzi, ale pewnie wieczorem będzie tłok jak zawsze. Ostatnie rozmowy, kontakt ze sponsorami i boarding!
Teraz jestem już w samolocie do Vancouver, leci bardzo niestabilnie i wszystko się trzęsie. Szczerze mówiąc bardzo zły lot, a dodatkowo na lotach krajowych nie było darmowego jedzenia WIĘC JESTEM Z£Y JAK CHOLERA!!!!!! Pamiętajcie, kiedy jestem głodny, nie denerwujcie mnie! Patrzę za okno, Kanada jest olbrzymia, patrzę na mapę i jestem teraz gdzieś nad Wielkimi Jeziorami w Ontario, ponad Sudbury. Wiecie jak to jest, 6h z Montrealu do Vancouver, a zajmie to jakieś 5 miesięcy pieszo, czyż to nie jest przerażające? TO SZALEŃSTWO!!! Moje inne spostrzeżenia na temat Kanady? Ma ogromną ilość jezior, patrzę za okno i widzę tysiące. Lasy i jeziora zupełnie wszędzie. zupełnie bez cywilizacji.
Teraz kilka słów o moich planach. Przylot w Victorii zaplanowany jest na 19:25. Jestem w kontakcie z Polską rodziną, zostanę odebrany z lotniska i mam nadzieję, że będę mia gdzie spać. Wspaniale jest spotykać takich cudownych ludzi! Inne osoby również zaproponowały mi nocleg, bardzo miło z ich strony! Zostanę w Victorii kilka dni, zrobię zakupy, przygotuję ekwipunek i kupię wszystko co nie było dozwolone w samolocie. jak zapałki. Mam nadzieję, że w środę zacznę marsz, najpóźniej w czwartek. Głównie myślę, że rozpocznę w środę 21 stycznia, zwiedzę Victorię i wrócę na noc do domu wspomnianej już rodziny. Będę miał jakieś 25km do przejścia z Clover Point, ale zobaczę jak dolecę.
14:39, jeszcze jedna rzecz o widokach z okna - nie ma nic lepszego niż autostrady! Wyobraźcie sobie prostą drogę przez kanadyjską dzicz. A jest prosta przez...600km. Wiecie, na takiej drodze nigdy się nie skręca. Za jakieś 2 godziny będę leciał nad Górami Skalistymi, będzie to dla mnie pierwszy raz kiedy zobaczę je w całości! Napiszę więcej w Vancouver, teraz muszę się przespać i zrelaksować po nieprzespanej nocy, ale nie za długo bo mam pracę. Finanse wyglądają bardzo źle na chwilę obecną. Zainwestowałem wszystko i ludzie nawet sobie nie wyobrażają ile poświęciłem i nie pomagają mi sponsorując kilometry. Znaczy się Polacy mało pomagają, Kanadyjczycy robią wspaniałą robotę
O 15:45 wylądowałem w Vancouver, lot był ciężki, bardzo dużo trzęsło... Czułem się jak porządnie wstrząśnięte Martini. Na lotnisku spotkałem się z dwoma Polakami, którzy pomogą mi w Vancouver, zaproponowali nawet nocleg. Dostałem w prezencie obiad, dziękuję Panie Zenku! Mam okazję by spać na....jachcie! WOW! Ale wystarczy wiadomości na ten temat, kolejną rzeczą jest lot do Victorii, nocny lot. Mogę Wam powiedzieć, że wyspa Vancouver wygląda wspaniale nocą! Tyle światła otoczone przez ciemność.
19:35, z małym opóźnieniem wylądowałem w Victorii. Oczekiwała na mnie wspomniana już polska rodzina! Na jednym z moich zdjęć widzieliście prawdopodobnie zdjęcie z napisem "8000km Across Canada", tak się rozpoznaliśmy. Pojechaliśmy do domu i .... po takim locie czego więcej można oczekiwać?? Obiad, PIWO ŻYWIEC, wspaniale! Rozmawialiśmy trochę i po 23 próbowałem trochę popracować i uaktualnić wiadomości, ale byłem zbyt zmęczony by myśleć. I tak się zakończył mój pierwszy dzień we wspaniałej Victorii!!!